facebook.com/melissa.darwood
Instagram Melissa Darwood
poczta Melissa Darwood
YT Melissa Darwood
Przejdź do treści

Menu główne:


Wywiad dla
Polacy nie gęsi i swoich autorów mają

Katarzyna Gnacikowska:
Mój pierwszy w życiu wywiad. Tak bardzo się starałam, że aż musiałam skrócić listę pytań. Nie jest to jednak mój czas, a autorki, która podbiła serca polskich czytelniczek. Melissa Darwood, tajemnicza kobieta ukrywająca się pod pseudonimem. Sama opisuje się jako: wrażliwa, rodzinna, romantyczka. Na oficjalnej stronie można dowiedzieć się, że pisze dla siebie, jak i dla kobiet, które bez względu na wiek czują się młodo. W każdej książce autorki można spotkać się aspektami paranormalnymi, emocjami oraz idealnie dopasowanym wątkiem miłosnym. Podczas pisania zasiada z dużym kubkiem kawy z mlekiem oraz rumiankiem, a świeże powietrze i ruch działają na nią stymulująco. Autorka obecnie pisze swoją piątą powieść, która jest jednocześnie drugim tomem debiutanckiej książki „Larista”. „Guerra” przedstawi losy postaci drugoplanowych z pierwszego tomu. Pracowita, utalentowana, ambitna, szczera i niebojąca się konstruktywnej krytyki – taki obraz autorki jawi mi się po przeprowadzonym wywiadzie. Chwytajcie za grzanki z masłem i miodem. Zapraszam do czytania.

Katarzyna Gnacikowska (KG): Kiedy pierwszy raz wzięłam „Pryncypium” do ręki, myślałam że mam do czynienia z zagraniczną autorką. Byłam wielce zdziwiona, kiedy odkryłam prawdę. Co Panią skłoniło żeby pisać pod pseudonimem?

Melissa Darwood (MD): Przyczyn było kilka. Przede wszystkim zaważyły względy zawodowe. Gdy już podjęłam decyzję, że moją debiutancką powieść wydam pod pseudonimem, postanowiłam, że będzie to zagraniczne imię
i nazwisko. Kierowałam się głównie opiniami młodych czytelniczek, które otwarcie twierdziły, że z większą ochotą sięgają po pozycje młodzieżowe z obco brzmiącym nazwiskiem autora na okładce. Uznałam również, że w przypadku ewentualnych przedruków książki za granicę łatwiej będzie wypromować tego typu pseudonim. Po kilku latach przyzwyczaiłam się już do Melissy Darwood, a i czytelnicy, którzy cenią moją twórczość, zaakceptowali fakt, że piszę pod pseudonimem.

KG: Czy ma Pani jakieś rytuały podczas pisania książki?

MD: W dni kiedy mogę całkowicie poświęcić się pisaniu, przygotowuję sobie grzanki z masłem i miodem lub powidłami, do tego kawę z mlekiem w dużym kubku, dodatkowo zaparzam rumianek i zasiadam z laptopem na kolanach na kanapie. Kiedy dopada mnie zmęczenie, wyciągam rower i wybieram się na przejażdżkę. Taka wycieczka najczęściej mnie regeneruje. Kiedy natomiast za oknem śnieg i mróz, wówczas piszę z termoforem, przykryta ciepłym kocem. Jestem strasznym zmarzlakiem. Wycieczki rowerowe zimową porą zastępuję spacerami. Świeże powietrze i ruch zawsze działają na mnie stymulująco.

KG: Nie jest to Pani pierwsza książka. Czy któraś z wydanych powieści jest bliższa Pani sercu? Jeśli tak, to która
i dlaczego?

MD: Mam wrażenie, że najbliższa mojemu sercu jest zawsze ta powieść, nad którą w danym momencie pracuję. Do tej pory napisałam cztery książki, a piąta właśnie powstaje. I za każdym razem, gdy jestem w świecie danej powieści odczuwam bliskość z bohaterami, wczuwam się w ich sytuację, przeżywam to, co ich spotyka. Wówczas nie myślę
o książkach, które napisałam wcześniej i nie zastanawiam się nad tymi, którymi zajmę się w przyszłości. Jestem całym sercem tu i teraz.

KG: Czy śledzi Pani recenzje blogerskie swoich książek? Jak traktuje Pani te niepochlebne? Krytyka wzmacnia czy podcina skrzydła?

MD: Recenzje są dla mnie bardzo cennym źródłem informacji, pod warunkiem, że napisane są w konstruktywny sposób, a osoba recenzująca znajduje się w grupie, do której skierowana jest dana powieść. Pozytywne opinie sprawiają mi wiele radości, dają pozytywną energię, która przekłada się na dalszą motywację do pisania. Te negatywne natomiast uczą mnie jakich błędów powinnam wystrzegać się na przyszłość. Potrafię znieść uzasadnioną i sprawnie uargumentowaną krytykę. Ciężko jednak godzę się z przejawami zazdrości, sarkazmu i rozgoryczenia, którymi bywają przesiąknięte opinie osób, które same zajmują się pisaniem książek.

KG: Dlaczego zdecydowała się Pani zacząć pisać książki? Co lub kto zmotywował Panią do podjęcia takiego kroku?

MD: Nie przypominam sobie konkretnego dnia kiedy zdecydowałam się na pisanie powieści. Dużo zawdzięczam mojej przyjaciółce, dzięki której zajęłam się pracą nad „Laristą”. To od tej książki zaczęła się na poważnie moja przygoda
z pisarstwem, które jest teraz jednym z najważniejszych aspektów mojego życia. Praktycznie od początku mogłam liczyć na wsparcie mojej rodziny i bliskich znajomych, a po premierze debiutu grono życzliwych mi osób powiększyło się
o wspaniałych czytelników. Teraz również oni motywują mnie do podejmowania kolejnych wyzwań pisarskich, za co jestem im ogromnie wdzięczna.

KG: Czy wszystkie pomysły czerpie Pani z głowy? Może poszukuje Pani inspiracji u innych twórców?

MD: Książki, filmy, seriale, muzyka, malarstwo są częścią życia każdego z nas. Nie da się uniknąć inspiracji z zewnątrz, co więcej nie należy postrzegać jej negatywnie (chyba że inspiracja zaczyna nosić znamiona kopiowania bądź plagiatu). Staram się być oryginalna w swoich pomysłach i sięgać do zasobów własnej wyobraźni. Pytanie jednak, czy to co widzę oczami wyobraźni należy wyłącznie do mnie, czy powstało na bazie wzorców, postaci, obrazów, które gdzieś widziałam, o których kiedyś czytałam? Nic nie powstaje z próżni. Naszą wyobraźnię kształtuje wszystko, co nas otacza. To co mamy w głowie jest zlepkiem tego, co doświadczyliśmy. Każdy pisarz czymś się inspiruje – świadomie bądź mniej.

KG: Są autorzy, którzy pod presją wydawnictw tworzą kolejne tomy serii na siłę. Czy wyobraża sobie Pani żeby ktoś narzucił Pani kiedy i jak ma tworzyć?

MD: Nie jestem zwolenniczką pisania na siłę. Autor powinien czuć to, o czym pisze. Jeśli propozycja Wydawnictwa spotyka się z gotowością pisarza do tworzenia kolejnych tomów książki to świetnie. Jeśli natomiast autor nie wykazuje w danym momencie zainteresowania dalszymi losami swoich bohaterów, a po głowie chodzi mu raczej pomysł na inną powieść, to z korzyścią zarówno dla niego samego, jak i dla jego czytelników, będzie jeśli rozpocznie pisanie nowej książki. Może po niej przyjdzie ochota na pisanie kontynuacji poprzedniej powieści?

KG: Czy polski rynek wydawniczy, Pani zdaniem, jest ciężki do „wybicia się”?

MD: Na pewno nie jest łatwy. Pisarz w Polsce konkuruje z tysiącami zagranicznych twórców z bestsellerowych list New York Timesa, których książki są tłumaczone na nasz język. Spora część dużych wydawców nie publikuje w ogóle powieści polskich autorów. Pisarz wpierw musi przekonać do swojej twórczości wydawcę, a później jeszcze czytelnika. Trzeba dużo pracy, samozaparcia, wiary we własne siły i pokory, żeby zostać dostrzeżonym przez wydawnictwo, które zechce zainwestować w naszą powieść. Tyle samo potrzeba, by zdobyć uznanie czytelnika.

KG: Z biegiem czasu, kiedy już emocje po premierze osiadają, a radość zaczyna plasować się na normalnym poziomie – czy zastanawia się Pani nad tym co mogła zrobić inaczej? A może wręcz przeciwnie, zamyka Pani ten rozdział życia, żeby udać się do następnego?

MD: Staram się wyciągać wnioski na przyszłość. Nie cofnę czasu, a zamartwianie się nie sprawi, że będę posuwać się do przodu. Nie twierdzę, że wszystko spływa po mnie jak po kaczce. Staram się jednak za każdym razem uświadamiać sobie, że rozpamiętywanie tego co było oddala mnie od tego, co przede mną. A przede mną jeszcze dużo książek, które proszą się o napisanie.

KG: Trzy słowa, które opisują Panią to?

MD: Wrażliwa. Rodzinna. Romantyczka.

KG: W „Pryncypium”, każdy z bohaterów ma inne cechy charakteru, dzięki którym się wyróżnia. Czy pisząc książkę opierała się Pani na realnych postaciach czy jest to raczej fikcja literacka?

MD: Zdecydowanie fikcja literacka, chociaż w każdym bohaterze kryją się pojedyncze cechy charakteru, z którymi spotkałam się u ludzi w realnym świecie. Jednak z całą pewnością nigdy nie poznałam kogoś takiego jak Zoltan, Aniela, Moses czy Wira. A szkoda.

KG: Imię i jego wpływ na ludzkie losy to jeden z głównych wątków „Pryncypium”. Skąd pomysł na taki wątek?

MD: Zawsze intrygowało mnie znaczenie mojego imienia. Skąd się wywodzi, kto znany w historii również je nosił, jakie są charakterystyczne cechy osób, które je posiadają? Czy osoby o tym samym imieniu są do siebie podobne? Myślę, że imię może po części opisywać charakter człowieka, podobnie jak znak zodiaku. Na tym bazowałam zaczynając pisanie powieści. Reszta potoczyła się już własnym torem.

KG: Zoltan jest postacią bardzo zadufaną w sobie, jednak z biegiem czasu jego zachowanie drastycznie się zmienia. Dlaczego Pani pokusiła się o taką zmianę charakteru? Czy nie sądzi Pani, że zabrała coś pierwotnej postaci?

MD: Przemiana bohatera w tym przypadku nastąpiła w naturalny sposób. Nie planowałam jej, gdy zaczynałam pisać powieść. Staram się zawsze dawać moim postaciom dużo swobody, nie zakładam z góry jak postąpią. Uważam, że ludzie mogą się zmienić pod wpływem zdarzeń i osób, które mają wpływ na ich życie. Tak też zadziało się w przypadku Zoltana.

KG: Czy wyraźna różnica między światem Anieli i Zoltana była zabiegiem celowym?

MD: Tak. Od początku zakładałam, że znajomość tych dwojga będzie burzliwa. Byli dla mnie niczym ogień i woda. Dwie przeciwności, które mimo różnic się przyciągają.

KG: Wielu czytelników czuje niedosyt i uważa, że można mocniej zgłębić przedstawiony przez Panią świat. Czy nie zastanawiała się Pani, aby z „Pryncypium” stworzyć serię książek?

MD: Tak jak wspomniałam, nie jestem zwolenniczką pisania serii na siłę. Po „Pryncypium” zajęłam się kreowaniem świata „Luonto”, po nim zabrałam się za „Tryjon” (obie niezależne powieści ukażą się w 2017 roku nakładem Wydawnictwa Filia). Obecnie jestem skupiona na pisaniu kontynuacji swojej pierwszej książki – „Laristy”. Tytuł roboczy drugiego tomu, który w zasadzie można uznać za niezależną powieść, to „Guerra”. I chociaż będzie to historia osadzona w uniwersum Guardianów i Tentatorów, to jej głównymi bohaterami są drugoplanowe postacie z „Laristy”. Być może na podobny zabieg zdecyduję się z „Pryncypium”. Nie zastanawiałam się jeszcze nad tym wnikliwie. Obecnie koncentruję się na ukończeniu „Guerry”.

KG: Septyzacja to proces dość dobrze opisany na kartach powieści. Skąd pomysł na taki zabieg?

MD: Ciężko mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, bowiem przebieg tworzenia tego procesu ewaluował w trakcie pisania powieści. Nie był to pomysł, który przyszedł mi do głowy spontanicznie. Raczej rządził się on swoimi prawami podczas tworzenia historii Laufrów, Hermanów i kreowania na bieżąco świata, w którym funkcjonowali bohaterowie.

KG: Wiele się mówi o nikłym czytelnictwie w naszym kraju. Czy sądzi Pani, że naprawdę jest aż tak źle?

MD: Uważam, że czytanie książek jest wspaniałą rozrywką, do której niestety spore grono odbiorców zniechęca się na etapie edukacji szkolnej. Młodzież zarzucana jest lekturami, które często są mało ciekawe. Uczniowie są niejako zmuszani do czytania tego, na co nie mają ochoty. Dopóki nie spotkają na swojej drodze powieści, która ich porwie, będą tkwić w przeświadczeniu, że czytanie jest nudne. Biorąc pod uwagę mnogość rozrywek z jakich możemy obecnie korzystać, nie jest, aż tak tragicznie z naszym czytelnictwem. Na pewno obniżenie podatku na książki, zwiększenie nakładów na zakup nowości do bibliotek oraz aktywna kampania promująca czytelnictwo wśród szerokiego grona społeczeństwa, podniosłoby ten poziom.

KG: Jest wiele osób, które chciałyby pisać i wydawać swoje książki. Czy opierając się na swoim doświadczeniu, ma Pani dla nich jakieś rady? Czego unikać, co robić, aby być coraz lepszym?

MD: Myślę, że nie istnieje złoty środek. Dużo zależy od naszej determinacji i czasu jakim dysponujemy. Osobom, które piszą książki i chcą je wydawać, doradziłabym się nie poddawać (chociaż wiem, że nieraz ma się ochotę rzucić tę robotę w diabły). Uważam, że jeśli wkładamy serce w naszą twórczość, doskonalimy swój warsztat pisarski każdego dnia, dużo czytamy oraz wierzymy we własne możliwości, to nasze marzenia o publikacji prędzej czy później się zrealizują.

KG: Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu.

Rozmawiała: Katarzyna Gnacikowska



Wywiad dla Agencji Runa



Największą ciekawość sprawiają te osoby, które posługują się pseudonimem. Kim tak naprawdę są? Są zwykłymi ludźmi, którzy wolą być utożsamiani pod innym nazwiskiem z różnych przyczyn.

Melissa Darwood to pseudonim artystyczny młodej kobiety, która powoli zyskuje uznanie wśród czytelników. Dotychczas wydane dwie książki - Larista oraz Pryncypium to dopiero początek, bo spodziewać się już można tylko więcej...

Agencja Runa: Jakie to uczucie widzieć okładkę swojej książki podpisaną pseudonimem, który tworzy tajemniczą aurę wobec autora?
Melissa Darwood: Zdążyłam się już przyzwyczaić do Melissy Darwood. Gdy widzę okładkę, na której widnienie mój pseudonim, to czuję taką samą dumę i radość, jak gdyby znajdowały się na niej moje prawdziwe dane. Przyjęcie pseudonimu było dla mnie jak zmiana nazwiska przy okazji wejścia z związek małżeński (tylko w tym wypadku zostałam poślubiona książkom). W ciągu jednego dnia przybierasz obce ci nazwisko, ale wciąż jesteś tą samą osobą. Z czasem się z nim utożsamiasz i do niego przyzwyczajasz. Dla części osób jednak, które pamiętają Cię z dawnych czasów, nadal pozostaniesz dziewczyną z panieńskim nazwiskiem.

Agencja Runa: Jeśli zostałoby zaproponowane Pani wyzwanie o następującej treści: napisanie serii książek w najmniej lubianym gatunku, to zgodziłaby się Pani?
Melissa Darwood: Zdecydowanie nie. Nie uznaję pisania na siłę. Gdy autor próbuje stworzyć książkę na zamówienie, a nie czuje tematu ani bohaterów, z którymi obcuje, to będzie to widoczne w każdym wykreowanym przez niego słowie. Oczywiście bywają podczas pisana fragmenty, które wolelibyśmy pominąć, jednak ze względu na fabułę czy dalszy rozwój wydarzeń, musimy poświecić im kilka stron. Wówczas należy zacisnąć zęby i po prostu napisać daną partię, po której nadchodzi pora na przyjemniejszą część pracy. Nie wyobrażam sobie pisania całej książki wbrew sobie, wbrew temu, co czuję, na przekór własnym zainteresowaniom.

Agencja Runa: Ma Pani na koncie dwie wydane książki. Co skłoniło Panią do tego, żeby zacząć pisać powieści?
Melissa Darwood: Gdy zaczynałam pisać Laristę nie sądziłam, że powstanie z niej powieść, która zostanie wydana i polubiona przez tak szerokie grono czytelników. Początkowo był to zlepek zapisków z pamiętnika, lecz z czasem, gdy zaczęłam dopisywać do niego wątki fantastyczne, zaczął on urastać do rozmiarów książki. Praca nad tekstem dawała mi tak dużo satysfakcji i pobudzała do tego stopnia wyobraźnię, że nim zdążyłam skończyć Laristę, już pojawił się w mojej głowie pomysł na powieść Pryncypium. Taka sama sytuacja miała miejsce z kolejnymi książkami: Luonto, Tryjon (ukażą się nakładem Wydawnictwa Filia w 2017 roku) oraz Guerra, nad którą obecnie pracuję (jest to poniekąd kontynuacja Laristy).

Agencja Runa: Czy według Pani pisanie jest proste i łatwe czy też wymaga dużego skupienia i zaangażowania? I co sprawia, że chce się pisać inne książki?
Melissa Darwood: W mojej opinii pisanie wymaga samodyscypliny. Są dni, kiedy klawiatura laptopa rozgrzewa się do czerwoności, a bywają takie, że najchętniej nie otwierałabym pliku z tekstem książki. Warto jednak się przełamać, mimo chwilowej niechęci, i przeczytać chociaż kilka stron tekstu, który już mamy napisany. Wówczas ochota do dalszego tworzenia powinna powrócić.
Jeśli chodzi o drugą część pytania, to mnie osobiście do pisania napędzają emocje. To dzięki nim, pisanie każdej książki jest nowym wyzwaniem.

Agencja Runa: Czego Pani zdaniem warto unikać przy pisaniu książek? O czym nie można zapomnieć?
Melissa Darwood: Osobiście staram się unikać zdań wielokrotnie złożonych oraz słów, które młodemu czytelnikowi mogą wydać się niezrozumiałe. Osobiście traktuję książki jako formę rozrywki, która powinna być podana w przystępnej i jasnej formie, aczkolwiek na wysokim poziomie. Staram się aby bohaterowie byli postaciami z charakterem. Unikam przesadnych i nużących opisów. Przede wszystkim należy pamiętać, że czytelnik jest osobą myślącą i tak należy go traktować. Fabuła nie może być grubymi nićmi szyta. Intencje bohaterów powinny być uzasadnione, a całość spójna i dająca satysfakcję z czytania.

Agencja Runa: dziękuję za wywiad.
źródło: Agencja Runa



Wywiad dla Miesięcznika Gimpel
(kwiecień 2016)
przeprowadzony przez Darię Lenarczyk



O tym, że należy czytać, wiemy nie od dziś. Po jaką literaturę jednak sięgać? Jak wygląda zawód pisarza i czy debiutanci mają szansę zaistnieć na polskim rynku? Na te oraz inne pytania zgodziła się udzielić odpowiedzi Melissa Darwood; pisarka, która pierwszą ze swych powieści „Larista” podbiła serca rzeszy czytelniczek. Niebawem w księgarniach ukaże się jej kolejne dzieło „Pryncypium”. Dlaczego jednak warto „poznać” samą Melissę, a nie wyłącznie jej bohaterów? Zobaczcie sami!

Kim Pani jest? Jak chciałaby Pani zostać przedstawiona swoim potencjalnym czytelnikom?

Za każdym razem, gdy spotykam się z tego typu pytaniem, przypomina mi się wiersz Brzechwy i nasuwa mi się odpowiedź: „Jestem mądra, jestem zgrabna, wiotka, słodka i powabna”.
A tak na poważnie, nie wydaje mi się, aby to, kim jestem, miało dla czytelników jakiekolwiek znaczenie. Jestem autorką książek, a nie celebrytką z tabloidów. Aby jednak nie pozostawić pytania bez odpowiedzi, posłużę się opisem ze strony wydawnictwa Genius Creations, w którym ukaże się moja książka „Pryncypium”:
„Wrażliwa romantyczka. Domatorka, ceniąca zdrowie, rodzinę i spokój ponad doczesne dobra. Zwolenniczka slow life i mindfulness. Zakochana w przyrodzie, czytaniu, muzyce klasycznej i zwierzętach. Pochodzi z zalesionego miasteczka niedaleko Łodzi. W swojej twórczości posługuje się pseudonimem, aby zatrzeć granicę między fikcją literacką a rzeczywistością. W 2013 roku z sukcesem zadebiutowała powieścią z gatunku young adult pod tytułem „Larista„. Pisze dla czytelniczek młodych duchem, które w powieściach fantasy poszukują wzniosłych uczuć i przyśpieszonego bicia serca.”

Czy nie uważa Pani, że debiutanci mają bardzo nikłe szanse „przebicia się” na polskim rynku? Co według Pani pomogłoby to zmienić?

Faktycznie rynek wydawniczy nie jest łaskawy dla debiutantów. Niektórzy śmieją się, że obecnie więcej osób pisze książki, niż je czyta. Moim zdaniem powinniśmy być dumni z tego, że tak wielu utalentowanych i wrażliwych Polaków przelewa swoją twórczość na papier. Niestety wydawanie książek to biznes. Wydawcy inwestują w produkt, którym jest książka. Ponoszą koszty redakcji, korekty, składu, grafiki, druku, dystrybucji, promocji, by osiągnąć zysk. Pokładając nadzieje w debiutującym autorze, muszą liczyć się z tym, że jego nazwisko i twórczość są nieznane, a co za tym idzie, istnieje spore ryzyko, że jego powieść sprzeda się w mniejszej ilości egzemplarzy niż książka autora, który już posiada swoje grono czytelników. Nie ukrywam, że wizja wydania swojej książki w dużym, atrakcyjnym wydawnictwie, choć ekscytująca, może okazać się mało realna. Tym bardziej że spora część wydawców wcale nie publikuje polskich autorów. Ich polityka zakłada sprzedaż zagranicznych powieści, które odniosły już sukces w innych krajach. Nadzieją dla debiutantów mogą okazać się mniejsze wydawnictwa, które wydają polską beletrystykę. Trzeba próbować, nie poddawać się, wysyłać swoje propozycje wydawnicze i pisać kolejne powieści. Przestrzegam jednak przed firmami, które pobierają opłaty za wydanie książki. Wielokrotnie spotkałam się z przypadkami, w których autor padł ofiarą oszustwa ze strony tego typu wydawnictw.

„Larista” była Pani debiutem, zapewne pozostawiła spory sentyment, jednak od jej ukazania się minęło już nieco czasu. Czy patrząc wstecz, nie chciałaby Pani uzupełnić jej o nowe doświadczenia? Może zmienić lub napisać coś raz jeszcze?

Tworzenie „Laristy” było wspaniałym doświadczeniem. Od niej zaczęła się na poważnie moja przygoda z pisaniem. Bywa, że śledząc opinie czytelników, napotykam rady, wskazówki na temat tego, co należałoby zmienić w powieści. Staram się je wykorzystać przy pisaniu kolejnych książek. Nie kusi mnie, żeby poprawiać „Laristę”. Czasami jednak zastanawiam się nad napisaniem kontynuacji przygód Lary i Gabriela, być może byłaby to okazja do przeredagowania, niektórych scen z pierwszego tomu. Temat ten pozostawiam otwarty.

Ukrywa się Pani pod pseudonimem Melissa Darwood, jest to kwestia, którą porusza się zapewne przy każdej rozmowie, dlatego i tutaj nie może jej zabraknąć. Skąd pomysł na pseudonim? Nie planuje Pani ujawnić swojego prawdziwego imienia i nazwiska w przyszłości?

Idea pisania pod pseudonimem pojawiła się kilka lat temu. Wówczas obawiałam się, że wydanie powieści nie będzie dobrze postrzegane przez mojego pracodawcę. Miałam również świadomość tego, że młode pokolenie niechętnie sięgnie po powieść polskiej autorki. Dodatkowo uważałam, że obco brzmiący pseudonim daje większe szanse wejścia na zagraniczne rynki wydawnicze. Od tego czasu sporo się zmieniło w moim życiu, a pseudonim pozostał. Myślę, że ujawnienie prawdziwego imienia i nazwiska nie miałoby większego znaczenia dla czytelników, którzy przyzwyczaili się już do Melissy Darwood.

Jeśli chodzi zaś o możliwości rozwoju dla pisarzy i popularność czytelnictwa; który kraj, Pani zdaniem, jest pod tym względem w najlepszej sytuacji?

Ten, który ma największą liczbę czytających. Podobno w Europie najwięcej czytają Czesi, a najbardziej zaczytanym krajem na Świecie są Indie.

Kto jest Pani inspiracją? Inni twórcy? Rodzina i przyjaciele? Kto daje Pani energię, by sięgać po pióro?

Nie będę oryginalna, jeśli wyznam, że ogromną motywacją dla autora są inni twórcy. I nie mam tu na myśli jedynie pisarzy. Wiele pomysłów rodzi się w mojej głowie dzięki kontaktowi z muzyką i sztuką. Nie bez znaczenia jest również obserwacja przyrody, zwierząt i ludzi.

Tematyka Pani powieści jest oryginalna, temu zaprzeczyć nie można. Young adult to niezbyt popularny gatunek wśród polskich twórców, co aż tak do niego przyciąga? Skąd to zamiłowanie?

Nie zastanawiałam się nigdy skąd zamiłowanie do tego typu powieści. Być może pisanie o młodych ludziach przychodzi mi z łatwością, bo sama czuję się młoda. Gdy moich bohaterów zaczyna łączyć namiętne uczucie, któremu zagraża nadprzyrodzona siła, wówczas pisanie staje się prawdziwą przyjemnością i niecodzienną przygodą.

Co daje Pani możliwość pisania? Jeśli nie to, to w jakiej innej dziedzinie chciałaby się Pani realizować? Malarstwie, śpiewie?

Realizuję się w pisaniu. Cenię sobie spokój, lubię przebywać sam na sam ze swoimi myślami, kreować rzeczywistość, która różni się od codzienności. Pisanie dostarcza mi niezapomnianych wrażeń, daje satysfakcję, dlatego z roku na rok poświęcam mu coraz więcej czasu i energii.

Myślę, że to pytanie będzie jednym z najbardziej nurtujących; jak wygląda proces tworzenia? Czy jest to praca nad jedną powieścią jednocześnie, czy może setki kłębiących się w głowie pomysłów? Zrywa się Pani z łóżka w środku nocy byle tylko zapisać to, co akurat wpadło Pani do głowy?

Uważam, że każdy ma swój sprawdzony sposób na pisanie powieści. Jest to również uzależnione od gatunku, jaki preferujemy. Staram się pisać zdanie po zdaniu, posuwając fabułę do przodu. Czasami w przypływie emocji, zapisuję niezależne fragmenty, sceny, dialogi w osobnym pliku, a później wplatam je w treść. Bywa jednak, że po napisaniu dziesiątek stron powieści, okazuje się, że poboczne zapiski w żaden sposób nie pasują już do całości. To jest niesamowite w pisaniu, jak bardzo początkowa koncepcja potrafi ewaluować w trakcie tworzenia. Z każdą stroną wymyślona historia może zmienić bieg wydarzeń. Dlatego nigdy nie tworzę na początku planu powieści, w moim odczuciu ogranicza on wyobraźnię i odbiera przyjemność z pisania.

Czy każdy może napisać książkę? Czy traktuje to Pani, jako pasję, czy może pracę na pełen etat?

Uważam, że każdy powinien spróbować sił w pisaniu, jeśli tylko czuje, że tego pragnie. Do tej pory traktowałam pisanie jako hobby, dodatkowe zajecie, które sprawiło mi radość. W Polsce niewielka liczba autorów potrafi utrzymać się tylko z pisania książek. Ostatnio jednak przewartościowałam swoje życie. Stwierdziłam, że jeśli zarobki są jedyną rzeczą, która stopuje mnie w pisaniu, to wolę ograniczyć wydatki i żyć skromniej, niż poświęcać się pracy zawodowej, która nie daje mi satysfakcji, a przynosi dochody. Postanowiłam dać sobie szansę i zaangażować się bardziej w proces tworzenia. Jest to odważna decyzja, którą podjęłam, idąc za głosem serca, nie rozumu. Być może zostanie pisarką nie jest mi przeznaczone. Nie wiem. Nie chcę jednak za trzydzieści lat żałować tego, że poprzestałam na byciu autorką dwóch, trzech powieści. Teraz jest dla mnie odpowiedni moment, by sprawdzić, czy możliwe jest zostanie pisarką na pełen etat.

Niebawem na rynku ukaże się drugie pani dzieło „Pryncypium”. Osobiście miałam okazję je przeczytać i myślę, że jest to wyróżniająca się powieść, która zainteresuje wielu czytelników. Oryginalna, zabawna i posiadająca niezwykły klimat. Jakie nadzieje z nią Pani wiąże?

Moim marzeniem jest, aby czytelnicy odnaleźli w „Pryncypium” to, czego ja sama poszukuję w książkach. Kiedy idę do księgarni, biblioteki, przeszukuję opinię w blogosferze i na portalach czytelniczych wypatruję powieści, która pochłonie mnie od pierwszych stron. Jestem wybrednym i niecierpliwym czytelnikiem, potrafię porzucić książkę po przeczytaniu kilkunastu stron tylko dlatego, że nie wzbudza we mnie pożądanych emocji. Każdy z nas jest inny i szuka w literaturze czegoś dla siebie. Jeśli od pierwszych zdań zatracam się fabule, odkrywam z bohaterami niezwykłą tajemnicę i nie myślę o niczym innym, tylko o tym, jak spędzić z nimi dzień i noc, wówczas osiągam pełnię czytelniczego szczęścia. Żywię nadzieję, że każda moja książka, nie tylko „Pryncypium” będzie dla czytelników właśnie taką odskocznią. Rozrywką, która sprawi, że przepadną dla rzeczywistego świata na długie godziny.

Ostatnie moje pytanie będzie dotyczyło spraw nieco bardziej ogólnych. Jak nakłoniłaby Pani młodzież do czytania? Dlaczego to takie ważne i co poleciłaby Pani, jako codzienną lekturę na wiosenne dni?

Szczerze współczuję młodzieży przymusu czytania lektur szkolnych. Czytanie powinno sprawiać przyjemność, niestety niektóre książki potrafią skutecznie do niego zniechęcić, i to na długie lata. Dlatego błagam was, pomimo niesmaku jaki macie po przeczytaniu przykładowych „Krzyżaków”, nie poddawajcie się. Czytanie jest jak jedzenie. Próbujcie różnych literackich smaczków – kryminałów, fantastyki, komiksów, romansów, dramatów, aż wreszcie traficie na historię, która pochłonie was bez reszty i zakochacie się w czytaniu. Wówczas z wypiekami na twarzy będziecie szukać kolejnych powieści, by doświadczyć raz jeszcze emocji, których nie dostarczy wam żaden film i żaden serial.

Bardzo dziękuję za rozmowę i podzielenie się swoim zdaniem z czytelnikami!


Wywiad dla bloga "Zapiski okularnicy. Zakochana w czytaniu."




Tym razem zapraszam Was do przeczytania mojego wywiadu z Melissą Darwood, autorką "Laristy" (moja recenzja), czyli najlepszego polskiego debiutu YA 2013 oraz ostatnio ukazanej się fantastycznej powieści "Pryncypium" (moja recenzja).

Ja: Melissa Darwood. Jaka osoba kryje się pod tym pseudonimem?

Melissa: Emocjonalna, która czasami woli obcować z naturą, zwierzętami i książkami, bardziej niż z ludźmi. Młoda duchem, która mimo upływu czasu, czuje się jak dziewiętnastolatka. Niepraktyczna marzycielka, która najchętniej zrezygnowałaby z biurowej pracy, by realizować się jako powieściopisarka. Kochająca mama, żona, córka, siostra, wnuczka, przyjaciółka dla której nadrzędnymi wartościami są zdrowie, rodzina i przyjaźń. (Nad)wrażliwa  idealistka, która nie może pogodzić się z faktem, że życie nie jest ani idealne, ani sprawiedliwe, a wokół roi się od biurokracji i cwaniactwa.

Czy w przyszłości możemy się spodziewać książki wydanej pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, czy już zawsze będziesz wierna Melissie?

Być może, kiedyś opublikuję coś pod własnym nazwiskiem. W chwili obecnej jednak, nie widzę takiej możliwości. Dzięki Melissie udaje mi się uniknąć nieszczerych pochwał i ewentualnych przejawów zazdrości. Ludziom wydaje się, że gdy jesteś autorem książki to kąpiesz się w blasku chwały, zarabiasz krocie i nie musisz ciężko pracować. Nic bardziej mylnego. Dla większości początkujących autorów, pisanie to hobby, do którego muszą często dopłacać. Wolę więc, póki co, pozostać Melissą i być z dala od tych, którym musiałabym to uświadamiać.          

Skąd pomysł na fabułę „Laristy" i w ogóle, co skłoniło Cię do jej napisania?

„Larista” początkowo miała postać pamiętnika, w który wdarły się w pewnym momencie elementy fantastyki. W miarę pisania, kreowanie nowej rzeczywistości stało się tak wciągające, że w końcu powstała książka.

Jest to Twoja pierwsza książka. Obawiałaś się krytyki? Śledziłaś portale książkowe w oczekiwaniu na pierwsze opinie?

Tak i starałam się pamiętać, że nie ważne co robisz, czym się zajmujesz, wyróżniając się z tłumu zawsze będziesz krytykowana. Ważne by robić dalej swoje. Nie przejmować się hejterami, którzy nie potrafią podać racjonalnych argumentów. Brać pod uwagę konstruktywną opinię czytelników. Od początku śledziłam portale książkowe i recenzje pojawiające się w Internecie. Były chwile zwątpienia, kiedy pojawiały się negatywne oceny, ale też euforii, gdy książka spotykała się z uznaniem.    

Kolejną Twoją powieścią jest „Pryncypium", które jest tak naprawdę rozłożeniem człowieka na czynniki pierwsze... Jak powstawała historia i czy pisanie sprawiało Ci jakieś trudności?

Punktem wyjścia do stworzenia „Pryncypium” był motyw reinkarnacji – dusza odradza się w nowym ciele. Temat jednak wydał mi się na tyle oklepany, że postanowiłam puścić wodze fantazji i stworzyć coś zupełnie nowego, świeżego, choć nadal związanego z powtórnym wcieleniem. Obawiałam się, że koncepcja Ipsum, Lokum, Nomen, którą przedstawiłam, może okazać się zbyt skomplikowana dla czytelnika. Wiele myślałam nad tym, w którym momencie ujawnić kim są Hermani i Laufrzy, Septyka i jej proces. Nie chciałam wyłożyć kawy na ławę zbyt szybko, ale też starałam się uniknąć sytuacji, w której czytelnik poczułby się zagubiony i zniechęcony do dalszego czytania.

Zoltan to bardzo ciekawa osobowość. W jaki sposób narodziła się ta postać?

Pomysł na stworzenie Zoltana zrodził się pod koniec 2010 roku. Przeczytałam artykuł psychologiczny na temat aroganckich mężczyzn i siły z jaką przyciągają oni kobiety. Jego treść nie wydała mi się niczym odkrywczym. Sama spotkałam w życiu kilku takich, którzy przez swoją niedostępność i wyniosłość stawali się bardziej atrakcyjni. Wiele dziewcząt zakochuje się w chłopakach, którzy na to nie zasługują. Mają nadzieję, że dzięki nim się zmienią, złagodnieją, ułożą. Bardzo często okazuje się, że nie miały racji i dochodzi do rozstania. Chciałam, by w książce było inaczej. By Aniela miała wpływ na metamorfozę Zoltana. Do powstania tego bohatera przyczyniła się ciągła praca nad wygładzaniem „Laristy”. Obcowanie z szarmanckim, idealnym, do rany przyłóż Gabrielem sprawiło, że zapragnęłam w pewnym momencie odmiany. Chciałam stworzyć bohatera wyrazistego, ostrego, z pazurem, który mimo swej opryskliwości i arogancji, skradnie serca czytelniczek. Myślę, że udało mi się osiągnąć ten cel.

Dlaczego akurat paranormal romance? Z pewnością jest to gatunek, który daje szeroką gamę możliwości, jednak jest ostatnio bardzo popularny i chyba trudno już wymyślić coś oryginalnego, co trafi do czytelnika i go zaskoczy.

Myślę, że od książek z wątkiem fantasy, bardziej niż od innych, oczekujemy czegoś oryginalnego, nowego, zaskakującego, zachwycającego, wciągającego, co zmieni postrzeganie otaczającego nas świata. Zawsze intrygowały mnie elementy nadprzyrodzone, zjawiska, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Gdy w moim życiu działo się coś niezwykłego, wyobraźnia podsuwała mi najrozmaitsze wyjaśnienia – najczęściej nie miały one za dużo wspólnego z otaczającą mnie rzeczywistością. Być może kiedyś napiszę jakąś powieść obyczajową, na razie dobrze mi z romansem fantastycznym.

Jak powstają bohaterowie – są całkowicie fikcyjni, czy mają w sobie coś z rzeczywistych osób?

Nie sposób wykreować bohaterów, którzy są oderwani od rzeczywistości. Na potrzeby każdej postaci zapożyczam cechy od otaczających mnie ludzi. Nigdy nie jest to jednak kalka danej osoby. Można powiedzieć, że moi bohaterowie są jak stwór Frankensteina – zlepek cech kilku osób w jednej postaci.

W Twoich książkach czuć sentyment i wielką miłość do malowniczych wiejskich klimatów... Można z tego wnioskować, że sielskie życie na wsi jest Ci bliższe od wielkich metropolii?

Zdecydowanie tak. Wychowałam się w małej, leśnej miejscowości, którą otaczają wiejskie krajobrazy. Po kilku latach dojeżdżania do szkoły w dużym mieście, postanowiłam spróbować miejskiego życia. Miałam blisko do pracy, rozrywek, nie musiałam spieszyć się na ostatni PKS, by zanocować we własnym łóżku. Po kilku latach jednak, poczułam ogromną tęsknotę za małą mieściną, byłam zmęczona wielkomiejskim hałasem, smrodem spalin i pośpiechem. Postanowiłam powrócić na łono natury, chociaż do pracy w mieście i tak muszę codziennie dojeżdżać.

Pisanie od zawsze sprawia Ci przyjemność? Pamiętasz swoją pierwszą napisaną historię?

Sprawiało, dopóki nie trafiłam w liceum na polonistkę, z którą ciężko mi było znaleźć wspólną nić porozumienia. Już w pierwszej klasie dała mi jasno do zrozumienia, że będę miała kłopot by zdać z jej przedmiotu do następnej klasy. Destruktywna krytyka, podcinanie skrzydeł, używanie oceny jako kary, a nie wskazówki. Jakimś cudem dobrnęłam do matury, która na szczęście była tajna i sprawdzana przez inną nauczycielkę. Wypracowanie oceniono na piątkę. Niestety, brak wiary we własne możliwości pisarskie pozostał. Dopiero na studiach, gdy prowadziłam pamiętnik, na nowo odnalazłam więź i przyjemność z pisania.  

Jak oceniasz nasz rynek wydawniczy? Patrząc na Twój przykład można sądzić, że trudno jest w Polsce wydać książkę.

Myślę, że bardzo dużo zależy od szczęścia, od tego do kogo trafi twoja propozycja wydawnicza, co jest aktualnie na topie, jakich książek szukają wydawcy, jakie mają plany. Po udanym debiucie „Laristy” liczyłam na bezproblemowe wydanie kolejnych powieści. Niestety, wydawcy książek z gatunku young–adult i fantasy nastawiają się głównie na zagraniczne tytuły. Rynek wydawniczy jest trudny dla autora. Wielu wydawców nie ma w zwyczaju odpowiadać na maile z przesłaną propozycją, niektórzy odpowiadają metodą kopiuj–wklej w stylu „dziękujemy, ale mamy wypełniony plan wydawniczy na najbliższe dwa lata”, inni proponują złodziejsko–diabelskie umowy z przeniesieniem praw majątkowych, a jeszcze inni sugerują wydanie książki za pieniądze autora. Mam jednak cichą nadzieję, że są jeszcze Wydawnictwa, które chętnie publikują polskich autorów, odpowiadają na maile i traktują autorów na zasadach partnerskich.

Co czytasz w wolnej chwili? Masz jakąś ulubioną książkę lub książki, do których możesz wracać nieskończoną ilość razy?

Czytam wszystko – zależy co wpadnie mi w ręce w bibliotece. Książek raczej nie kupuję, mam bowiem tendencje do ich porzucania. Bardzo często zdarzało mi się, że po przeczytaniu trzydziestu pierwszych stron promowanej „super, mega, musisz przeczytać, wciąga jak czarna dziura” powieści, odstawiałam ją na półkę. Uważam, że jest zbyt dużo książek, by męczyć się z tą, która nas nie interesuje. Moje ulubione książki się zmieniają, kilka lat temu pochłaniałam wszystko z literatury romansu historycznego autorki Mary Balogh, później zaczytywałam się w historiach Jany Frey. Nie wracam do książek, nie czytam tych samych fragmentów po kilka razy, tylko zabieram się za kolejne.

Często dokonujesz poprawek zanim postawisz ostatnią kropkę na swojej powieści i stwierdzisz, że to już koniec? Masz myśli, że jednak mogłaś coś dopisać lub zmienić?

Dopisać – raczej nie. Zmienić – zawsze. Ile razy bym nie czytała tekstu, zawsze znajdzie się coś, co można poprawić i przeredagować. Tak można w nieskończoność, lecz w końcu trzeba powiedzieć sobie stop i puścić książkę w świat.

Na Twojej stronie internetowej można wyczytać, że niedługo czeka nas premiera kolejnej powieści pod tytułem „Luonto". Możesz zdradzić jakieś szczegóły? Kiedy można się jej spodziewać i czym tym razem nas zaskoczysz?

„Luonto” jest już skończone i wysłane. Pozostaje tylko czekać na zainteresowanego Wydawcę. Koncepcja książki może wydawać się z początku prosta – młoda, zbuntowana dziewczyna trafia na skrzydłach orła do osady (Luonto), w której żyją Homanile (ludzie, którzy pod wpływem silnych bodźców zamieniają się w zwierzęta.) Chloris, główna bohaterka, poznaje ich świat, który bazuje na koncepcji życia w zgodzie z Matką Naturą – bez prądu, telekomunikacji, infrastruktury. Początkowo jest oporna na teorie Homanili o zbliżającym się końcu Świata zaplanowanym przez Matkę Naturę. Jednak  im dłużej przebywa w Luonto i z Homanilami (a szczególnie z jednym o imieniu Gratus), tym jej postrzeganie zagłady Ziemi ulega zmianie. Sama bohaterka też się zmienia. I wtedy następuje zwrot akcji, który wywraca wszystko do góry nogami. Fabuła się komplikuje. Okazuje się, że nic nie jest takim, jakie się wydaje. Nie wiadomo co jest prawdą, a co fikcją.

W takim razie trzymam kciuki za znalezienie Wydawcy i z niecierpliwością czekam na premierę "Luonto" :) Dziękuję za wywiad.


Wywiad dla bloga "Ostatni rodział"


Mało kto wie, że dzisiejszy gość mojego bloga jest Polką. Wszystko przez to, że pisze pod pseudonimem. Ale te osoby, które znają jej (tak, to ONA) powieść wiedzą, że to taka sama osoba jak my wszyscy, która także jeździ dziurawymi drogami. Ale co jej siedzi w głowie i czy zamierza dalej ciągnąć to, co zaczęła? Zapraszam na moją rozmowę z Melissą Darwood, autorką „Laristy”! :)


Natalie Rosa: Dlaczego nie napisałaś „Laristy” pod własnym nazwiskiem?
Melissa Darwood: Powodów było wiele. Względy zawodowe były pierwszym i najważniejszym czynnikiem. Pisanie to hobby dające ogromną satysfakcję. Ma jednak podstawową wadę: nie potrafi zagwarantować początkującemu pisarzowi stałych dochodów. Obawiałam się, że wydanie powieści nie będzie dobrze postrzegane przez mojego pracodawcę. Postanowiłam więc nie zdradzać się z własnym imieniem i nazwiskiem. Przyjęłam pseudonim, z którym się utożsamiam (Melissa Darwood jest zlepkiem słów, mających dla mnie szczególne znaczenie), daje szansę wejścia na zagraniczne rynki wydawnicze i zachęca szersze grono młodych czytelniczek, gustujących w literaturze obcej z gatunku paranormal romance.

Czy potrafisz wskazać to, co wpłynęło na rozpoczęcie pracy nad „Laristą”?
To był bodziec, za który dziękuję mojej przyjaciółce. To on zachęcił mnie do powrotu do czasów szkolnych. Bywało, że we wcześniejszych latach pisywałam pamiętnik, aby uporać się z nadmiarem uczuć, które buzowały we mnie jak wulkaniczna lawa. Nie pamiętam, dlaczego przestałam, ale „Larista” początkowo miała postać właśnie zapisków wspomnień, w które w pewnym momencie wdarła się fantastyka. Dalej już poszło. Choć przyznam, że początki były koszmarne. Pisanie prozy przez kogoś, kto na co dzień zajmuje się formułowaniem oficjalnych pism jest nie lada wyzwaniem. Irytacja jaka mi towarzyszyła przy doborze trafnych opisów obrazów, które mnożyły się w mojej wyobraźni z prędkością światła, można przyrównać do chęci ugryzienia jabłka przez szczerbatego. Ale im dłużej, im częściej i intensywniej angażowałam swój umysł do pracy z tekstem, tym pisanie sprawiło mi większą radość.


Losy bohaterów były znane Ci od początku, czy poznawałaś je razem z nimi?
Nigdy nie wiem, co spotka moich bohaterów za kilkadziesiąt stron. Chociaż mam w głowie ogólną koncepcję fabuły, to przygody, jakie ich czekają, czekają i mnie. To jest jeden z tych najbardziej ekscytujących momentów w pisaniu, kiedy mogę zdecydować, jaką drogą podążą bohaterowie i jakie będą konsekwencje ich wyborów.

Czy coś w „Lariście” Cię zaskoczyło?
Jeśli mówimy o fabule, to chyba nie i strasznie tego żałuję. Teraz, gdy zdobyłam więcej doświadczenia, mam poczucie, że potraktowałam Larysę za łagodnie, zbyt po macoszemu. Myślę, że zrekompensowałam sobie to w dwójnasób przy pisaniu „Pryncypium” (szczegóły TUTAJ – przyp. red.). Nie oszczędzałam głównych bohaterów, ba, nawet dałam im nieźle w kość.

Nie każdy autor potrafi przeczytać własną powieść. Niektórzy twierdzą, że widzą wtedy za dużo wad, a inni, że po prostu już ich nudzi ta historia, ponieważ znają ją w całości. Jak Ty do tego podchodzisz?
Coś w tym jest. Z perspektywy czasu i nabytych doświadczeń widzę wady „Laristy” przez wielkie szkło powiększające. Lecz mimo tych wszystkich niedociągnięć, ona nadal pozostaje moją „pierworodną”, debiutancką powieścią, z którą wiążą się cudowne wspomnienia, nadzieje, porywy serca i emocje o jakich nie sposób zapomnieć.

Czy oprócz finalnej okładki „Laristy” były jakieś, znacznie od niej odbiegające, projekty?
W początkowych pracach nad redakcją „Laristy” zasugerowałam Wydawnictwu własne propozycje okładki. Jedna z nich się spodobała. Na jej podstawie przygotowali dwa zdjęcia, z których wybraliśmy jedno. Później trwały już prace nad szatą graficzną i obróbką twarzy Larysy. Chciałam aby kolor jej oczu i kolczyka był odwzorowaniem rodowego pierścienia Dunkeldów, a tajemnicza twarz wyłaniała się z mrocznej czerni.

Skąd pomysł na stworzenie istot, jakimi są Guardianie oraz jak w skrócie można wyjaśnić, kim oni tak naprawdę są?
Myślę, że zdradzając kim są Guardianie odbiorę przyjemność z czytania tym, którzy dopiero zamierzają sięgnąć po „Laristę”. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, skąd pomysł na takie postacie. Po części z wiary, wyobraźni i przekonań, które ugruntowały się na podstawie moich doświadczeń. Myślę, że niezależnie od genezy ich powstania i tak każdy czytelnik spojrzy na Guardianów i Tentatorów przez pryzmat przeczytanych dotychczas książek.

Na początku „Laristy” bardzo rzucała się w oczy rola babci głównej bohaterki. Można powiedzieć, że to ona ją ukształtowała. Dlaczego to jej nadałaś tak ważną funkcję?
Pasowała najbardziej do roli mentora, którego rady i nauki zostały zakorzenione w pamięci Larysy, tak mocno, że nawet śmierć nie była w stanie ich wymazać. Postać starszej, doświadczonej życiowo i przesądnej babci, choć nieobecnej fizycznie, była niezwykle pomocna przy uzasadnieniu motywów postępowania Larysy.

Czy to, że Larysa interesuje się malarstwem i ma bardzo duży talent do tego, ma jakieś szczególne znaczenie, czy po prostu potrzebowałaś dla niej jakiegoś hobby?
Chciałam pokazać, że Larysa jest wrażliwą dziewczyną z bogato rozwiniętą wyobraźnią. Rodzaj sztuki, jakim jest malarstwo, wymaga od twórcy, prócz talentu, właśnie tych cech.

Zastanawiam się, jakie są podobieństwa między Tobą, a główną bohaterką, ponieważ mówi się, że takie cechy najbardziej wyraźnie widać w powieściach debiutanckich.
Myślę, że naturalnym jest, że ożywiając swoich bohaterów nadajemy im cechy charakteru, które sami posiadamy. Dlatego nie tylko Larysa, ale każda z postaci w „Lariście” posiada cząstkę mnie. Larysa ma moją wrażliwość i zbyt bujną wyobraźnię, Zuzka - gust muzyczny, buntowniczą postawę i skłonność do przeklinania. Do tej pory nie mogę odżałować, że część z jej wypowiedzi zostało wyciętych w trakcie redakcji.

Gabriel, główny bohater płci męskiej, jest (myślę, że można tak powiedzieć) ideałem męskości. Był na kimś wzorowany, czy stworzony od podstaw?
Na pewno jest postacią wyidealizowaną. Nie spotkamy tego typu mężczyzny w realnym świecie. Od tego są książki - by odnaleźć w nich swoje marzenia. A Gabriel, w moim odczuciu, niezaprzeczalnie posiada cechy mężczyzny, o którym warto pomarzyć. Jest on bohaterem wykreowanym od podstaw, jednak, jak powiedział Lukrecjusz - nic nie powstaje z niczego. Książki, filmy, ludzie, których spotykam, to wszystko ma wpływ na pobudzanie wyobraźni i tworzenie nowych obrazów. I tak było też w przypadku powstania portretu Gabriela.

Czy motyw miłości od pierwszego wejrzenia użyty w powieści ma dla Ciebie jakieś szczególne znacznie, czy po prostu „coś trzeba było wybrać”?
Nie potrafiłabym pisać o czymś, w co chociaż odrobinę nie wierzę. Choć często pierwsze spotkanie dwojga ludzi nazywamy zauroczeniem lub zakochaniem, to jest to uczucie, które potrafi odurzyć jak narkotyk. Emocje, które nami wtedy rządzą, są tak silne i mało racjonalne (bo jak można zakochać się w kimś kogo widzi się pierwszy raz?), że warto było pofantazjować na ten temat i nadać głębszego znaczenia L’amore a prima vista.

Czy zarzucano Ci podobieństwo „Laristy” do jakiejś innej znanej powieści?
Z ogromną atencją czytam wszystkie recenzje. Myślę, że każdy debiutujący autor jest na nie łasy, jest ciekaw co czytelnicy powiedzą na temat jego książki. Jedne opinie dodają mi skrzydeł, drugie uczą, a jeszcze inne irytują. Oczywiście, że spotkałam się z recenzjami, w których porównuje się „Laristę" do innych powieści. Często pojawia się wzmianka o „Zmierzchu”, „Szeptem” czy „Pięćdziesięciu Twarzy Greya”. Pierwszą z tych pozycji udało mi się w końcu przeczytać i faktycznie widzę pewne podobieństwo - Larysa, tak jak Bella, też jest nastolatką.

Dlaczego zdecydowałaś się na zabieg polegający na tym, że tytuł rozdziału zawsze został użyty w nim przynajmniej raz? Czytając różne recenzje, zauważyłam, że to jest to często wytykany element.
Uznałam ten zabieg za ciekawy i oryginalny. Zauważyłam, że niektórym nie spodobał się ten element. Na szczęście liczba czytelników, którym wplecenie przysłów w treść fabuły przypadła do gustu była znacznie wyższa.

Jak ogólnie przyjęto „Laristę” i czego spodziewałaś się, wydając tę historię?
Wydając „Laristę” obawiałam się krytyki i pragnęłam, by powieść spodobała się czytelnikom. Nigdy nie jest tak, że książka podbije serca wszystkich. Szanuję gust czytelników i rozumiem, że Larista nie jest dla każdego. Najbardziej boli mnie niekonstruktywna krytyka w stylu: Nie podoba mi się, bo nie… Bach! Daję trzy gwiazdki na lubimyczytac.pl. Na szczęście takich opinii jest niewiele, a średnia ocen Laristy na wspomnianym portalu wynosi ponad 7,5 gwiazdek na 10. Myślę, że moja książka ma spory potencjał, być może miejscami niewykorzystany do końca - kładę to na karb najczęściej popełnianych błędów przez początkującego pisarza. Mimo to „Larista” została uznana przez młode czytelniczki najlepszym polskim debiutem Young-adult 2013 roku (według rankingu Paranormal Books), a już w pierwszym miesiącu od daty premiery znalazła się w TOP 10 kategorii bestseller książek młodzieżowych na empik.com i Matras Księgarnie.

Czy myślałaś o napisaniu i wydaniu drugiego tomu przygód bohaterów?
Otrzymuję od fanów sporo zapytań w tym temacie. Dlatego odpowiem Ci tak, jak im: być może. Obecnie jestem skoncentrowana na dwóch innych powieściach z tego samego gatunku. Pierwsza z nich, „Pryncypium”, przechodzi przez proces wydawniczy, druga, „Luonto”, jest w trakcie przygotowania. Do „Laristy” mam ogromny sentyment, dzięki niej zaczęła się moja przygoda z pisaniem. Gdyby Wydawnictwo zażyczyło sobie kontynuacji „Laristy”, to z wielką radością napisałabym drugi tom, gwarantując fanom solidną dawkę emocji i zaskakujących zwrotów akcji.



Wywiad dla portalu Artyści24 z dnia
12 lipca 2013 roku

„Marzenia się spełniają”


Znakomita autorka powieści „Larista", pochodząca z Polski. Specjalnie dla Artyści24.pl zwierzyła się skąd pomysł na przybranie pseudonimu oraz czerpanie inspiracji do zapełniania kolejnych stron książki.

Pisarka opowiada również o tym jak przekonała do siebie polski rynek wydawniczy oraz młodzież zafascynowaną zagraniczną literaturą. Dzięki uprzejmości Aleandry Jursza - naczelnej serwisu www.debiutext.eu z Melissą Darwood rozmawia Dominika Wójcik.


Dominika Wójcik: Melisso, (pozwól, że będę się tak zwracać) powiedz skąd pomysł, żeby pisać pod pseudonimem? J. K. Rowling ukryła jedynie swoje imiona, aby nie zdradzać swojej płci. Czy Melissa ma specjalną rolę? Czy ma ona kryć autorkę przed ujawnieniem nawet przed znajomymi czy rodziną? Ma zachować sekret o Twoim talencie pisarskim z dala od światła dziennego?

Melissa Darwood: Melissa Darwood to pseudonim, ale też kompozycja słów, skrywających moje prawdziwe imię i umiłowanie do darów przyrody, które ukształtowały moją tożsamość. Jego obcojęzyczne brzmienie miało zachęcić młodsze grono czytelników do sięgnięcia po książkę, z pozoru zagraniczną, lecz przemycającą polskość, od której młodzież coraz częściej ucieka. A szkoda. W napęczniałym jak balon rynku księgarskim, z półkami uginającymi się od zachodnich powieści, polski autor, jest niczym mała, szara mysz, która nieśmiało wychyla nosek spomiędzy potężnych łap tygrysów z nalepkami krzyczącymi: światowy bestseller!

Pseudonim, od początku miał pełnić również funkcję parasola, chroniącego mnie przed „życzliwymi", którzy z wiadomych im tylko powodów, złorzeczą tym, co spełniają swoje marzenia. Poszłam więc za radą Dale'a Carnegie'go, która brzmi: „Staraj się robić wszystko najlepiej, jak potrafisz, a potem rozłóż parasol; ci, którym to potrzebne, niech cię opluwają".

Ostatnim powodem, dla którego zdecydowałam się na Melissę Darwood, jest marzenie o publikacji moich książek w innych krajach, gdzie brytyjsko brzmiący pseudonim ma szansę przyjąć się z większym entuzjazmem wśród czytelników, niż polskie nazwisko.

Dlaczego paranormal romance? Czy jest to literatura, którą licznie pochłaniałaś jako młoda dziewczyna, czy może właśnie brakowało Ci książek tego gatunku?

„Laristę" (wydaną przez wydawnictwo Zielona Sowa) pisałam trzy lata temu, z myślą o wszystkich dziewczynach, które sięgając po książkę, pragną oderwać się od szarej rzeczywistości i poszybować w nierealny, a czasem nawet przesycony emocjami świat uczuć. Wówczas nie wiedziałam, że zostanie ona uznana za paranormal romance. Może dlatego ciężko trawię komentarze typu: „to już było". Nie spędzam czasu na czytaniu innych paranormali. Nie wiem, co już było. Nie sprawdzam, czy przypadkiem, bohaterka z powieści „X" posiadała jak Larysa zielone oczy, a bohater, o zgrozo też z „X", nosił imię Gabriel i był zabójczo przystojny. Gdy w mojej głowie rodzi się historia miłosna, opis przyrody, wątek nadprzyrodzony czy wartki dialog, to po prostu siadam, ubieram go w słowa i składam wszystko w całość. Nie zastanawiam się, czy już ktoś napisał coś podobnego, a na pewno nie zachodzę w głowę czy nowopowstała powieść zostanie przypisana do gatunku paranormal romance, czy fantasy. Jeśli chodzi o literaturę, którą czytuje dla przyjemności, to są to głównie nasze rodzime starocie wygrzebane w antykwariacie: Maria Rodziewiczówna, Eliza Orzeszkowa, a z zagranicznych: Mary Balogh, Amanda Quick, czy Meagan McKinney.

Jesteś patriotką?

TAK.

Zadałam to pytanie, ponieważ zaciekawiła mnie konstrukcja Twojej osoby oraz książki. Pseudonim jest obcojęzyczny, książka opowiada o losach nastolatki mieszkającej w Polsce, z czym wiążą się zwykłe nazwy własne czy miejsca, natomiast imię bohaterki wzbudza zainteresowanie. Skąd ta różnorodność? Ludzie, głównie młodzi, przywykli do książek fantastycznych o wampirach, czy czarodziejach w których nie brakuje nowych, trudnych i intrygujących nazw...

Zgadza się. Młodzież przywykła do fantasy zagranicznych autorów. Polskie kojarzy im się z czymś gorszym. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Chciałam w książce dla młodzieży przemycić polskość – historię, muzykę, przyrodę, mentalność, ale obawiałam się, że czytelnik ominie szerokim łukiem półkę, na której stanie pozycja autorstwa przykładowej Kowalskiej.

Melissa Darwood „Larista". Anna Kowalska „Larista". Można pokusić się o sondę i zapytać czytelników, które zestawienie ich zdaniem lepiej brzmi?

Jestem patriotką. Pragnę żeby polska nastolatka utożsamiała się z polską bohaterką, mieszkającą w polskiej miejscowości, w polskich realiach, wpierw jednak musi wybrać moją książkę z pośród tysiąca innych zagranicznych, dlatego paradoksalnie, przybrałam obco brzmiący pseudonim. Jeśli sprawi on, natomiast że zagraniczna nastolatka sięgnie po Laristę i zachwyci się nad pięknem tego co polskie, tym lepiej.

Czy masz swojego idola, faworytę lub wzór, na którym się opierasz? Czy któryś ze znanych autorów paranormal romance jest dla Ciebie szczególną inspiracją?


Życie wokół mnie i moja wyobraźnia są najlepszą inspiracją. Jeśli szukam natchnienia w literaturze, to głównie w celach językowych. Wtedy sięgam po klasykę. Mam świadomość tego, że mój warsztat wymaga ciągłego doskonalenia. Ostatnio nie mam dużo wolnego czasu, jednak staram się czytać, gdy tylko nadarza się ku temu okazja. Dzięki temu szlifuję styl pisarski. Myślę, że moja kolejna powieść Pryncypium na tym tylko skorzysta.

Zdradzisz nam, skąd czerpałaś inspirację na swoją książkę? Czy rzeczywiście wzorowałaś się, jak zauważyła to Pauline Veronique ze swojego bloga z recenzjami, na "Zmierzchu" czy powieści "Szeptem"?

„Szeptem" nie czytałam. Z tego co pamiętam, żaden z moich bohaterów nie jest też wampirem. Jeśli jednak, ktoś dostrzega podobieństwo do bestsellerowej powieści, która sprzedaje się w milionach egzemplarzy na całym Świecie, nie pozostaje mi nic innego, niż wyprzeć pierś do przodu i chodzić dumnie jak paw.

Spodziewałaś się takiego sukcesu?

To już go odniosłam? Myślałam, że sukces mierzy się ilością lajków na facebooku ;)

Jaki jest morał książki i jej główna myśl? "Nigdy nie przestawiaj wierzyć w marzenia"? Czy może bardziej powinniśmy się skupić na wątku miłosnym całej historii?

Myślę, że udało mi się zawrzeć kilka cennych myśli, które zostały wplecione w wątek miłosny. Są stare jak świat, jednak w codziennej pogoni za doczesnymi dobrami, zapominamy o ich istnieniu. Życie bywa magiczne, a w nim miłość od pierwszego wejrzenia, choć nie zawsze poraża nas niczym piorun. Liczą się jednak emocje jakie towarzyszą temu spotkaniu ciał i dusz. Pierwsze wrażenie, kontakt wzrokowy, wypowiedziane słowa, dotyk. Lariście towarzyszy również prosta prawda, powtarzana często dzieciom, pielęgnowana później przez niektórych ze starannością, a porzucana przez tych, którzy się na niej zawiedli. Marzenia się spełniają. Wystarczy czegoś pragnąć, śnić o tym, wypowiadać często, nawet na głos postawiony sobie cel, a wtedy przeznaczenie (może Bóg, może opatrzność, los, fortuna) spełni nasze marzenia, choć często bywa, że w dziwacznie pokrętny sposób i w innym czasie, niż byśmy tego oczekiwali. Liczy się jednak efekt.

Lubisz naturę i otwarte przestrzenie, z dala od tłoku i korków w wielkich miastach? Larysa (bohaterka pierwszej, debiutanckiej książki) mieszka w malej miejscowości. Kolejna książka wg zapowiedzi będzie opowiadać o studentce, która pochodzi ze wsi. Czy to również ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Ogromne. Kocham przyrodę, zwierzęta, lasy, łąki, pola i to o każdej porze roku. Natomiast w mieście brakuje mi zapachu wiosny, latem duszę się jak w zatłoczonej palarni, jesienią dostaję depresji, a zimą totalnie gnuśnieję. Niestety w obecnych czasach las jeść nie daje, a firmy, w mieście, tak. Pozostaje mi tylko marzyć, że za kilka lat będę w stanie utrzymać się tylko z pisania i wyruszać do miasta, tylko po to, by czerpać inspirację do kolejnych książek.

Skąd pomysł na trailery książek? Rzadko spotyka się coś takiego. Czy zostały stworzone z myślą o ekranizacji książek w przyszłości? Czy myślałaś o tym?

Faktycznie, pisząc "Laristę" miałam wrażenie, że oglądam wciągający film. Zwiastun natomiast stworzyłam z myślą o znalezieniu wydawcy. Coraz częściej obraz wypiera słowo pisane. Łatwiej jest obejrzeć trailer, który angażuje więcej zmysłów, niż przeczytać opis książki. Myślę, że Larista napisana jest obrazowo i z uwzględnieniem wielu szczegółów, co sprawia, że idealnie nadaje się na scenariusz. Zapewne niejeden autor marzy o ekranizacji jego powieści. Ja również.

O czym trzeba pamiętać, tworząc według kanonów "paranormal romance"?

Nie trzymam się kanonów, jedynie spisuję historię, która rodzi się w mojej wyobraźni, a jeśli ktoś zechce ją wydać, wypromować, przeczytać i napisać o niej pozytywną opinię, to będę w siódmym niebie. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z pisaniem, to na podstawie zebranych ostatnio doświadczeń, mogę zasugerować jedno: Nie zastanawiaj się czy to, co napiszesz spodoba się innym. Zawsze znajdzie się osoba, której nie przypadnie do gustu twoja książka. Mnie niestety takie luźne podejście przychodzi jeszcze z trudem. Jestem wrażliwą osobą, która przyjmuje krytykę na poważnie. Jeśli dana recenzja jest konstruktywna staram się wziąć ją pod uwagę i nauczyć się na niej, jak najwięcej.

źródło: www.artysci24.pl



Wywiad dla bloga "Chcę coś znaczyć"



1.Co zainspirowało panią do stworzenia ,,Laristy”?
Rozpoczęcie Laristy było spontanicznym krokiem, podjętym pod wpływem bodźca, za który dziękuję mojej przyjaciółce. Początkowo Larista była jedynie zbiorem przemyśleń, marzeń i wspomnień z lat licealnych, który z czasem przekształcił się w powieść z wątkiem fantastycznym.  Nie planowałam napisać książki, a co dopiero wydać. Jednak z każdym rozdziałem, każdą spisaną myślą, wykreowaną sceną i postacią Larista zyskiwała na formie i rozmiarze, aż w końcu stwierdziłam, że może ona nosić miano powieści.   

2.Wspierała panią rodzina?
Początkowo moi bliscy patrzyli z przymrużeniem oka na twór, który powstawał: „A, coś tam sobie pisze, to niech pisze skoro sprawia jej to radość”. Jednak gdy już skończyłam kilka pierwszych rozdziałów byli pod nieskrywanym wrażeniem, tym bardziej, że moja przygoda z pisarstwem rozpoczęła się bardzo gwałtownie, bez przygotowania, bez twórczych początków, jakie mają inni pisarze - opowiadań, felietonów, czy innych powieści chowanych na dnie szuflady (albo w zakamuflowanym nad dysku folderze „moje powieści”). Miewałam chwile słabości, kiedy to nie byłam w stanie ubrać w słowa myśli, albo gdy fragment, nad którym spędziłam  kilka godzin w nocy wydawał mi się wręcz idealny, a następnego dnia okazywał się bełkotem porażonej prądem nastolatki. Wówczas mogłam liczyć na wsparcie moich najbliższych - męża, mamy i przyjaciółki -  którzy są ze mną od początku i mam nadzieję, że będą już na zawsze moim oparciem.

3.Kto pierwszy przeczytał pani książkę?
Początkowe rozdziały dawałam do wglądu właśnie mężowi, mamie i przyjaciółce. Gdy stwierdziłam, że powieść jest już skończona wydrukowałam kilkanaście egzemplarzy dla innych bliskich osób, prosząc o nanoszenie poprawek i wyłapywanie błędów, których sama nie zauważyłam podczas pisania. Często osoby te przekazywały Laristę dalej swoim znajomym.
4. Jak wpadła pani na historię opisaną w ,,Lariście,,?
Trudno to jednoznacznie określić. Pisząc początkowe sceny pozwalałam porwać się wyobraźni. Starałam się nie ograniczać i nie oceniać, czy dany pomysł, który spontanicznie pojawił się w mojej głowie jest dobry, czy zły, tylko drążyłam dalej. To właśnie kocham w pisaniu, że nigdy nie wiesz, dokąd doprowadzą cię obrazy jakie nasuwa ci wyobraźnia. Wiem, że przelewając je na papier tworzę w głowie miejsce na nowe, a po nich następne. Ważne, żeby pozwolić się im pojawiać, nie odrzucać ich, nie negować, tylko powitać je życzliwie i spisywać, wówczas będą mnożyć się jeden za drugim i spadać na ciebie jak krople ciepłego deszczu. To jest niesamowite.  

5. Jaką ma pani radę dla początkujących pisarzy?
Nie poddawać się. Nie pisać na siłę, tylko dla przyjemności. Notować wszystkie spontanicznie pojawiające się obrazy. Dużo czytać i jeszcze więcej pisać. Słuchać krytyki, ale nie ulegać jej destrukcyjnej sile - raczej wyciągać wnioski. Ładować akumulatory każdą pozytywną opinią. Nie liczyć na zyski finansowe. I wierzyć w siebie… Wierzyć, że marzenia się spełniają.


 © Melissa Darwood
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego